Prezydent Karol Nawrocki ponownie sięgnął po weto, odrzucając ustawę o rynku kryptoaktywów. To już trzecia taka decyzja w tej sprawie, a zapadła w momencie wyjątkowo niefortunnym, gdy opinia publiczna wciąż żyje aferą wokół giełdy Zondacrypto. Premier Donald Tusk zareagował natychmiast, sugerując, że za uporem prezydenta może kryć się coś więcej, niż troska o obywateli.
Zawetowana 11 czerwca ustawa miała dostosować polskie prawo do unijnych regulacji rynku kryptoaktywów i powierzyć nadzór nad nim Komisji Nadzoru Finansowego. To właśnie ten nadzór mógłby chronić zwykłych ludzi przed powtórką z Zondacrypto, ale prezydent po raz trzeci powiedział nie.
Co więcej, odrzucony projekt uwzględniał już jedną z poprawek samego Nawrockiego, a mimo to i tak trafił do kosza. Prezydent tłumaczył, że ustawa nie rozwiązuje kluczowych problemów związanych z ochroną obywateli, i odesłał do własnego projektu, który, jak twierdzi, jest w większości zbieżny z rządowym, lecz skuteczniejszy.
Zapowiedział, że podpisze ustawę, jeśli jego poprawki zostaną uwzględnione. Brzmi to jednak coraz mniej przekonująco, gdy słyszymy ten sam argument po raz trzeci. Po pierwszym wecie w zeszłym roku i drugim w lutym efekt jest zawsze identyczny: rynek pozostaje nieuregulowany, a Polacy bezbronni.
Że nie jest to problem teoretyczny, pokazała afera, która wybuchła wiosną. Zondacrypto, wywodząca się z Polski giełda kryptowalut zarejestrowana w Estonii, w kwietniu odcięła wielu klientom dostęp do ich własnych pieniędzy, a ludzie po prostu nie mogli wypłacić zdeponowanych środków. Skala uderzenia szybko wyszła poza krąg inwestorów.
Giełda sponsorowała Polski Związek Olimpijski, więc rykoszetem oberwali także sportowcy. Olimpijczycy mieli dostawać za swoje osiągnięcia tokeny, tymczasem z ich wypłatą również pojawił się problem. Sprawa była na tyle poważna, że katowicka prokuratura wszczęła śledztwo.
Dochodzenie toczy się w sprawie oszustw, jakich miała dopuścić się giełda Zondacrypto. I to jest właśnie kontekst, którego nie da się oddzielić od prezydenckich wet. Gdyby ustawa weszła w życie wcześniej, rynek byłby pod okiem KNF, a część tych dramatów dałoby się być może uniknąć.
Mimo trzeciego weta rząd nie zamierza składać broni. Minister finansów Andrzej Domański zapowiedział w TVP Info, że powstanie kolejna, już czwarta wersja ustawy.
Nie możemy sobie pozwolić, aby ten rynek był rynkiem nieuregulowanym, aby rządził się prawami jak z Dzikiego Zachodu
— podkreślił. Zaznaczył, że na razie jest za wcześnie, by przesądzać o dokładnym kształcie nowego projektu, ale dodał, że nie widzi powodu, by rząd zmieniał obrany kierunek. Słowa ministra dobrze oddają stawkę całego sporu. Po jednej stronie jest rząd, który choć powoli i po wielu próbach chce wreszcie objąć rynek krypto nadzorem KNF. Po drugiej prezydent, który raz za razem ten proces zatrzymuje. Decyzję Nawrockiego ostro skomentował też premier.
Brzmi niewiarygodnie, ale prezydent znów zawetował ustawę o kryptowalutach. Jest w to chyba bardziej uwikłany, niż wszyscy myśleli
— napisał Donald Tusk, otwarcie sugerując, że za uporem prezydenta może kryć się coś więcej niż troska o obywateli. Jedno jest pewne: dopóki trwa ta przepychanka, polski rynek kryptowalut pozostaje ziemią niczyją, a rachunek za brak przepisów płacą zwykli ludzie, tracący oszczędności tam, gdzie państwa wciąż nie ma.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze