To może być przełomowy moment w walce z jednym z najokrutniejszych procederów na świecie. Na kilka dni przed rozpoczęciem osławionego festiwalu psiego mięsa w chińskim Yulin udało się definitywnie zamknąć pierwszą w historii miasta rzeźnię psów. W jej murach przez lata zabito ponad 15 tysięcy zwierząt. Tym razem jedenaście psów uratowano dosłownie w ostatniej chwili przed śmiercią.
Historia ocalonych psów porusza, ale jednocześnie pokazuje skalę patologii stojącej za tym procederem. Spośród jedenastu zwierząt odnalezionych na terenie rzeźni aż cztery miały na szyjach obroże, co oznacza, że wcześniej były czyimiś pupilami, najprawdopodobniej zostały skradzione z domów.
Ratownicy nadali im imiona: labrador An An, beagle Moli, pudel Lian i collie Longlong. Wszystkie znajdują się obecnie pod opieką weterynarzy i dochodzą do siebie po traumatycznych przeżyciach. Rzeźnia działająca na obrzeżach Yulin funkcjonowała od 2007 roku. Według organizacji zajmujących się ochroną zwierząt zabijano tam średnio piętnaście psów tygodniowo.
Zwierzęta ogłuszano uderzeniami w głowę, a następnie podrzynano im gardła. Największe zyski przynosił czerwiec — okres tzw. festiwalu psiego mięsa, kiedy ubojnia osiągała nawet 70 procent swoich rocznych dochodów. Po zakończeniu kwarantanny, szczepień i sterylizacji uratowane psy mają trafić do adopcji.
Najbardziej symboliczne jest jednak to, że do zamknięcia ubojni doszło za zgodą jej właściciela. Organizacja Vshine Animal Protection Association, przy wsparciu Humane World for Animals, podpisała z nim prawnie wiążące porozumienie. Mężczyzna, który poprosił o anonimowość, przyznał, że po blisko dwóch dekadach ma dość tego procederu.
Zabijałem psy przez prawie 20 lat. To brudny biznes i przestałem czuć się z nim dobrze
— powiedział.
Jak dodał, zainteresowanie psim mięsem w Chinach systematycznie spada, a działalność przestała być opłacalna. Były właściciel rzeźni zapowiedział, że zamierza otworzyć nowy lokal gastronomiczny, w którym nie będzie już sprzedawane psie mięso.
Zdaniem organizacji zajmujących się ochroną zwierząt to sygnał głębszych zmian zachodzących w chińskim społeczeństwie. Julie Sanders z Humane World for Animals podkreśla, że zamknięcie rzeźni właśnie w Yulin czyli miejscu utożsamianym z handlem psim mięsem ma ogromne znaczenie symboliczne.
Nawet tam spada zainteresowanie tym procederem, a osoby dotąd zaangażowane w tę działalność są gotowe zmienić swoje życie
— zaznacza.
Sukces w Yulin wpisuje się w szerszy trend zachodzący w Azji. Program Models for Change, realizowany od ponad dekady, doprowadził wcześniej do zamknięcia hodowli psów w Korei Południowej, Wietnamie i Indonezji. Choć handel psim i kocim mięsem nie został w Chinach formalnie zakazany na poziomie całego kraju, w praktyce funkcjonuje dziś na granicy prawa.
Chińskie przepisy dotyczące bezpieczeństwa żywności zabraniają przetwarzania mięsa zwierząt nieprzeznaczonych do spożycia. Zakazy handlu psim mięsem wprowadziły już między innymi Shenzhen i Zhuhai. Organizacje prozwierzęce przypominają również, że tzw. festiwal psiego mięsa w Yulin nie jest żadną wielowiekową tradycją. Wydarzenie zostało stworzone dopiero w 2010 roku przez handlarzy chcących zwiększyć sprzedaż.
Przedtem miasto nie było znane z komercyjnego handlu psim mięsem na taką skalę. Według aktywistów proceder od lat opiera się głównie na działalności grup przestępczych zajmujących się kradzieżami zwierząt, a dodatkowo stanowi zagrożenie epidemiologiczne ze względu na ryzyko rozprzestrzeniania się wścieklizny.
Organizacje walczące o prawa zwierząt liczą teraz, że władze Yulin pójdą o krok dalej i ostatecznie zakażą tego handlu. Zamknięcie pierwszej rzeźni pokazuje jednak, że nawet w miejscu będącym symbolem tego procederu zmiana staje się możliwa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze