Strażacy i służby ratunkowe od kilku dób walczą z ogromnym pożarem w Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie. Choć noc przyniosła chwilowe uspokojenie sytuacji, władze nadal nie mówią o pełnym opanowaniu żywiołu. Problemem pozostają wysuszona ściółka, liczne zarzewia ognia oraz prognozowany silny wiatr, który może ponownie rozniecić pożar na dużą skalę.
O sytuacji mówił w czwartek wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Wiesław Leśniakiewicz. Jak podkreślił, najbliższe godziny będą kluczowe dla oceny skuteczności działań ratowników.
— „Dzień dopiero będzie nam określał, czy mamy sytuację opanowaną” — powiedział w rozmowie z Radiem RMF.
Pożar wybuchł we wtorek po południu na terenie powiatu biłgorajskiego. Ogień objął cenne przyrodniczo obszary Puszczy Solskiej, gdzie znajdują się rezerwaty przyrody, tereny Natura 2000 oraz siedliska chronionych gatunków roślin i zwierząt.
Choć sytuacja w nocy była spokojniejsza niż wcześniej, służby podkreślają, że zagrożenie nadal jest bardzo poważne. Największym problemem pozostają ukryte pod powierzchnią ściółki ogniska pożaru, które mogą błyskawicznie ponownie rozprzestrzenić ogień.
Wiceszef MSWiA przyznał, że prognozy meteorologiczne nie są korzystne.
— „Pojawią się wiatry nawet o prędkości do 50 kilometrów na godzinę. Jest jeszcze wiele zarzewi ognia, nie wszystkie obszary są idealnie dogaszone” — zaznaczył Wiesław Leśniakiewicz.
Reklama
Strażacy podkreślają jednak, że udało się uniknąć najgroźniejszego scenariusza. W nocy nie doszło do pożaru wierzchołkowego obejmującego korony drzew. Ogień rozprzestrzenia się obecnie głównie po powierzchni lasu.
— „Pożar mamy powierzchniowy aktualnie” — przekazał wiceminister.
To jednak nie oznacza końca zagrożenia. Ściółka leśna jest ekstremalnie przesuszona po wielu dniach wysokich temperatur i braku opadów. W takich warunkach nawet niewielki podmuch wiatru może spowodować gwałtowne odnowienie frontu ognia.
Skala działań prowadzonych na miejscu jest ogromna. W akcję zaangażowano strażaków Państwowej Straży Pożarnej, druhów ochotniczych straży pożarnych, policjantów, żołnierzy Wojska Polskiego oraz pracowników Lasów Państwowych.
— „Aktualnie mamy ponad 300 strażaków Państwowej Straży Pożarnej, prawie 140 strażaków ochotników, a w sumie na terenie tej akcji jest ponad 600 zaangażowanych ludzi” — poinformował Leśniakiewicz.
Służby przygotowują również szeroko zakrojoną operację lotniczą. Drony wykonały już szczegółowe rozpoznanie terenu i wskazały miejsca, gdzie temperatura jest najwyższa, a ryzyko ponownego rozprzestrzenienia się pożaru największe.
Na miejsce skierowano dwa policyjne śmigłowce oraz siedem maszyn Lasów Państwowych. W działaniach mają uczestniczyć również specjalistyczne drony monitorujące sytuację z powietrza.
— „Śmigłowce już są przygotowywane do pierwszych zrzutów” — przekazał wiceszef MSWiA.
Walka z żywiołem przyniosła także dramatyczne konsekwencje. We wtorek późnym wieczorem podczas działań gaśniczych doszło do katastrofy lotniczej. Rozbił się samolot gaśniczy Dromader uczestniczący w akcji nad terenami objętymi pożarem.
Pilot maszyny zginął na miejscu. Informacja o tragedii wstrząsnęła zarówno strażakami, jak i mieszkańcami regionu.
Śledztwo w sprawie katastrofy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Postępowanie dotyczy sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym ze skutkiem śmiertelnym.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze