Są takie dane, które łatwo przegapić w potoku codziennych newsów, a które mówią o nas jako o społeczeństwie więcej niż niejedna polityczna awantura. Główny Urząd Statystyczny opublikował właśnie raport o zasięgu ubóstwa w Polsce w 2025 roku. I płynie z niego wniosek, który powinien dać do myślenia każdemu, niezależnie od sympatii politycznych. Bieda w Polsce nie znika. Co więcej, w niektórych wymiarach powoli się pogłębia.
Zacznijmy od liczby, która robi największe wrażenie. W 2025 roku 5,3 procent mieszkańców Polski żyło w skrajnym ubóstwie, czyli poniżej minimum egzystencji. Mówiąc wprost, w przeliczeniu na ludzi, oznacza to około 2 milionów osób. Dwa miliony Polaków, których dochody nie wystarczają nawet na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb, takich jak żywność, opłacenie mieszkania czy niezbędne leczenie.
Warto zrozumieć, co ta granica oznacza w praktyce, bo minimum egzystencji to nie jest umowna statystyka. To wyliczany przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych poziom, poniżej którego, jak ujmują to eksperci, konsumpcja zagraża biologicznemu przetrwaniu człowieka.
Pod koniec 2025 roku ta granica wynosiła 1037 zł miesięcznie dla osoby samotnej, a dla czteroosobowej rodziny z dwójką dzieci około 2800 zł. Kto ma do dyspozycji mniej, ten nie tyle żyje, co próbuje przetrwać. I takich osób jest w Polsce prawie 2 miliony. Dla porównania, rok wcześniej wskaźnik skrajnego ubóstwa wynosił 5,2 procent, więc mamy tu delikatny wzrost. Sam w sobie niewielki, ale pokazuje, że pozytywny trend z ostatnich lat wyhamował.
Drugim sygnałem, na który zwracają uwagę eksperci, jest ubóstwo relatywne. Ten wskaźnik wzrósł z 13,3 do 13,5 procent i, co istotne, rośnie już trzeci rok z rzędu. Ubóstwo relatywne opisuje osoby, których poziom życia wyraźnie odbiega od przeciętnej, bo granicę wyznacza się jako połowę średnich wydatków gospodarstw domowych. Pod koniec 2025 roku było to 1332 zł miesięcznie dla osoby samotnej.
Za tą suchą liczbą kryje się zjawisko, które warto nazwać po imieniu. To rozwarstwienie. Jak zauważa profesor Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego, w 2025 roku wzrósł także współczynnik Giniego, czyli miara nierówności dochodowych. Mówiąc prościej, zamożniejsza część społeczeństwa zwiększa swoje wydatki szybciej niż ci na dole drabiny. Nożyce między bogatszymi a biedniejszymi powoli się rozjeżdżają. Bogatsi oddalają się, biedniejsi zostają w tyle.
Ubóstwo nie rozkłada się równomiernie, bo ma swoje konkretne twarze. Dane GUS pokazują wyraźnie, kto jest najbardziej narażony, i ta lista powinna zawstydzić bogacące się państwo. Najczęściej biedę skrajną dotyka osoby utrzymujące się z rolnictwa, wśród których sięga ona aż 17,5 procent.
Wysoki wskaźnik notują też renciści, 12,1 procent. Ubóstwo rośnie wraz z liczbą dzieci w rodzinie, bo o ile wśród rodzin z jednym dzieckiem skrajnie ubogich jest niespełna 6 procent, o tyle w rodzinach z trójką i więcej dzieci odsetek ten sięga blisko 9 procent. Bardziej zagrożeni są także mieszkańcy wsi, gdzie ryzyko ubóstwa lub wykluczenia sięga blisko 21 procent, podczas gdy w miastach wynosi około 12 procent.
Najbardziej jednak porusza jedna prawidłowość. Bieda w Polsce ma twarz dziecka. Ubóstwo relatywne rodzin z dziećmi wzrosło w 2025 roku z 16 do blisko 18 procent, podczas gdy wśród gospodarstw bez dzieci spadło do około 10 procent. To znaczy, że rodziny wychowujące dzieci coraz wyraźniej odstają od reszty społeczeństwa.
Skoro znamy skalę, warto zapytać, co na nią wpływa. Bo ubóstwo nie jest zjawiskiem przypadkowym, lecz wypadkową kilku konkretnych czynników. Po pierwsze, koszty życia. Inflacja ostatnich lat, ceny energii, żywności i mieszkania najmocniej uderzają w najuboższych, bo u nich wydatki na podstawowe potrzeby pochłaniają niemal cały budżet. Gdy drożeje chleb i prąd, bogatszy tego nie zauważy, a biedny wypada poniżej granicy przetrwania.
Po drugie, konstrukcja systemu pomocy społecznej,gdzie kryje się mechanizm wart uwagi. Progi dochodowe uprawniające do pomocy społecznej podnoszono w 2025 roku pierwszy raz od trzech lat, i to wyraźnie, na przykład o ponad 37 procent dla rodziny z dwójką dzieci. To sprawiło, że na papierze więcej osób kwalifikuje się do wsparcia, stąd wzrost tak zwanego ubóstwa ustawowego z 2,6 do 8,1 procent.
Problem w tym, że te progi waloryzuje się raz na trzy lata, a koszty życia rosną co roku. W efekcie z czasem znów przybywa ludzi, którzy są realnie skrajnie ubodzy, ale formalnie nie łapią się na żadną pomoc. Raport Poverty Watch szacuje, że w 2025 roku takich osób było w Polsce około 975 tysięcy. To niemal milion ludzi zawieszonych w próżni, zbyt biednych, by godnie żyć, a zbyt bogatych w świetle przepisów, by dostać wsparcie.
Po trzecie, transfery społeczne. Eksperci, w tym autorzy raportu Poverty Watch, zgodnie wskazują, że to świadczenia takie jak wsparcie na dzieci czy wzrost płacy minimalnej najmocniej ograniczały skrajną biedę w ostatniej dekadzie. Gdy realna wartość tych świadczeń rośnie, bieda maleje, a gdy zjada ją inflacja, bieda wraca. To nie jest kwestia jednej ekipy rządzącej, lecz ogólnej zasady, że bez aktywnej polityki społecznej nierówności rosną same z siebie.
Na koniec warto spojrzeć w przyszłość, bo eksperci kreślą różne scenariusze. Jeśli ceny energii i żywności znów przyspieszą, skrajne ubóstwo może wzrosnąć nawet w okolice 6 procent. Jeśli natomiast płace realne będą rosły, a inflacja pozostanie niska, bieda może dalej powoli maleć. Kluczem, na który wskazują niemal wszyscy analitycy, jest jedno, czyli coroczna waloryzacja progów i świadczeń, tak by pomoc nadążała za rosnącymi kosztami życia.
Bo najważniejszy wniosek z danych GUS jest taki. Za procentami i wskaźnikami kryją się prawdziwi ludzie, prawie 2 miliony osób poniżej granicy przetrwania i niemal milion takich, którym system nie podaje ręki. To nie jest problem, który rozwiąże się sam.
Ubóstwo w Polsce jest dziś mniejsze niż dekadę temu i to prawda, o której nie wolno zapominać. Ale ostatni rok pokazuje, że ten postęp nie jest dany raz na zawsze. Bieda cierpliwie czeka na każdy moment słabości, na każdą falę drożyzny, na każdy rok, w którym pomoc nie nadąży za cenami. A jej pierwszymi ofiarami zawsze są ci najsłabsi, czyli dzieci, rolnicy, renciści i rodziny z małych miejscowości.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze