Są liczby, które trudno objąć wyobraźnią, a mimo to trzeba je wypowiedzieć na głos, bo dotyczą pieniędzy nas wszystkich. Krajowa Administracja Skarbowa ujawniła właśnie, że jej audyty wykazały nieprawidłowości przy wydatkowaniu 120 miliardów złotych środków publicznych w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Do prokuratury trafiło już 245 zawiadomień. To jeden z największych rachunków sumienia, jaki kiedykolwiek wystawiono publicznym finansom w Polsce.
Zacznijmy od człowieka, który te liczby ujawnił. Wiceminister finansów i zastępca szefa KAS Zbigniew Stawicki poinformował, że dotychczas 166 audytów ujawniło nieprawidłowości o łącznej wartości 120 miliardów złotych. I dodał zdanie, które robi wrażenie właśnie dlatego, że padło z ust urzędnika, a nie polityka.
Spodziewałem się dużych problemów, ale rozmiar i sposób traktowania pieniędzy publicznych przerósł moje oczekiwania
- powiedział Stawicki. Podkreślił przy tym, że nieprawidłowości mają bardzo różny charakter, od naruszeń prawa zamówień publicznych, przez przeznaczanie dotacji na spłatę prywatnych kredytów, aż po przelewanie środków publicznych na prywatne rachunki.
Warto od razu zaznaczyć jedno, bo to kwestia uczciwości. Mowa o nieprawidłowościach wykrytych przez skarbówkę i o zawiadomieniach o możliwości popełnienia przestępstwa, a nie o prawomocnych wyrokach. To prokuratura ma dopiero ustalić, w jakim stopniu chodziło o błędy, a w jakim o celowe działanie na szkodę państwa. Ale nawet z tym zastrzeżeniem skala tego, co ujawniono, jest porażająca.
Za abstrakcyjną liczbą 120 miliardów kryją się bardzo konkretne, niemal filmowe przykłady. I to one najlepiej pokazują, o czym właściwie mówimy. Jednym z najbardziej rażących przypadków była, według KAS, działalność Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii.
Jak relacjonował wiceminister, pieniądze z publicznych dotacji trafiały tam na prywatne rachunki członków zarządu, a następnie były wydawane między innymi w biurach podróży albo po prostu wypłacane w gotówce. Same wypłaty z bankomatów miały wynieść 205 tysięcy złotych. Przeczytajmy to jeszcze raz, bo brzmi jak scenariusz kryminału. Publiczna dotacja, prywatne konto, a potem gotówka z bankomatu i wycieczka z biura podróży.
Osobny wątek dotyczy Ministerstwa Sportu, a szczegół, który tam wypłynął, jest wręcz symboliczny. Według Stawickiego urzędnicy mieli przygotowywać wnioski o dotacje za organizacje, które o te dotacje się ubiegały. A osoby rekomendowane do otrzymania pieniędzy miały być oznaczane symbolem dolara przez przedstawicieli kierownictwa resortu. Symbol dolara przy nazwisku. Trudno o bardziej wymowny obraz tego, jak niektórzy mieli traktować publiczne środki.
Lista konkretów na tym się nie kończy, bo audytorzy natrafili też na klasykę gatunku, czyli zawyżanie kosztów. Jak podaje KAS, rozliczano na przykład szkolenia po 8 tysięcy złotych za godzinę, podczas gdy rynkowa stawka wynosiła około 500 złotych. To szesnastokrotność normalnej ceny. Za jedną godzinę.
Był też przypadek, który zakrawa na kpinę z podatnika. Opracowanie sfinansowane z publicznej dotacji, którego 87 procent treści stanowiły materiały zwyczajnie skopiowane z ogólnodostępnych źródeł. Innymi słowy, państwo zapłaciło za dzieło, które w przeważającej części było wklejone z internetu. Te przykłady, choć jednostkowe, składają się na obraz mechanizmu, w którym publiczne pieniądze zdawały się płynąć znacznie łatwiej, niż powinny.
Uporządkujmy na koniec, na jakim etapie jest cała ta operacja, bo liczby robią wrażenie, ale ważne jest też, co z nich wynika. Spośród audytów 126 już zakończono, a kolejnych 50 wciąż trwa. Na ich podstawie skierowano do prokuratury 245 zawiadomień dotyczących nieprawidłowości o wartości 105 miliardów złotych. Osobno 126 zawiadomień, obejmujących blisko 7 miliardów złotych, trafiło do rzecznika dyscypliny finansów publicznych.
Warto znać tło tej sprawy. Krajowa Administracja Skarbowa rozpoczęła szeroko zakrojone audyty po zmianie władzy pod koniec 2023 roku, a kontrole obejmują przede wszystkim okres rządów Prawa i Sprawiedliwości, dotycząc ministerstw, fundacji i innych podmiotów korzystających z dotacji.
Sam Stawicki zwrócił uwagę na rzecz znamienną, że kontrola gospodarowania publicznymi pieniędzmi należy do ustawowych zadań skarbówki już od 2016 roku, ale, jak ocenił, wcześniej tych uprawnień nie wykorzystywano w skali odpowiadającej zagrożeniom. Mówiąc wprost, narzędzie istniało, tylko przez lata go nie używano.
Teraz piłka jest po stronie prokuratury, bo to ona rozstrzygnie, gdzie kończył się błąd, a zaczynało przestępstwo. Kwota wciąż zresztą rośnie, bo audyty trwają, a KAS zapowiada kolejne zawiadomienia. Jedno jest pewne. To rozliczenie, niezależnie od jego finału w sądach, pokazuje, jak łatwo w państwie bez czujnej kontroli publiczne miliardy mogą zacząć żyć własnym życiem. A rachunek za to zawsze, prędzej czy później, płaci podatnik.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze