Reklama

NFZ alarmuje: nadmiar leków u seniorów. Tyka bomba


Polska starzeje się w błyskawicznym tempie, a system ochrony zdrowia coraz wyraźniej nie nadąża za rosnącą liczbą seniorów. NFZ alarmuje o niebezpiecznym nadmiarze leków u osób starszych, a eksperci ostrzegają, że bez lepszej koordynacji, profilaktyki i współpracy medyków opieka po prostu przestanie działać. Takie wnioski padły podczas VI Kongresu Pacjent w Centrum Uwagi.


Skala zjawiska robi wrażenie. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec 2023 roku w Polsce żyło już 9,9 miliona osób w wieku 60 lat i więcej, a do 2060 roku liczba ta może wzrosnąć do 11,9 miliona. Polskie społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie.

Liczby, które nie kłamią. Polska siwieje w oczach

To nie tylko statystyka, bo za każdą z tych liczb kryją się realne potrzeby: więcej chorób przewlekłych, więcej leków, większe zapotrzebowanie na rehabilitację. Problem w tym, że sama geriatria tego nie udźwignie. W całej Polsce działa zaledwie 195 poradni geriatrycznych oraz 62 oddziały dysponujące około 1,2 tys. łóżek.

Reklama

To kropla w morzu potrzeb. Dlatego eksperci podkreślają, że ratunkiem nie jest mnożenie wąsko wyspecjalizowanych gabinetów, lecz stworzenie modelu współpracy wielu specjalistów. Po prostu leczenie seniora na raty czyli w kolejnych, oderwanych od siebie przychodniach prowadzi donikąd. Rozwiązaniem jest więc kompleksowa pomoc.

Starość zaczyna się na ulicy, a nie w gabinecie

Trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że jakość starości rozstrzyga się daleko poza murami szpitala. Zaczyna się na przystanku, na ulicy i w mieszkaniu bez windy. Jako przykład przemyślanych działań samorządowych eksperci wskazują Warszawę.

Reklama

Jarosław Jóźwiak, radny stolicy i przewodniczący komisji zdrowia, mówił o transporcie, profilaktyce, szczepieniach oraz rozwiązaniach mieszkaniowych, podkreślając, że miasto podchodzi do wsparcia seniorów w sposób integralny. Zwracał przy tym uwagę na paradoks dłuższego życia:

Im lepiej, tym trudniej. Sztuka życia polega na tym, by w wieku 80–90 lat jeździć na rajdach i ćwiczyć na siłowni.

Aktywna starość nie zależy więc wyłącznie od chęci samego seniora, ale przede wszystkim od warunków, jakie stworzy mu otoczenie. Czy będzie miął dostępną przestrzeń, usługi i profilaktykę. Z tym wiąże się kolejna bariera, jaką jest brak informacji na te tematy. Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja, oceniła, że:

Reklama

dużo mówimy i robimy, tylko brak koordynacji pomiędzy jednym a drugim. Seniorzy często nie wiedzą, jakie mają uprawnienia i gdzie szukać pomocy.

Wielolekowość to cichy zabójca. Apteka może pomóc

Najpoważniejszym zagrożeniem zdrowotnym dla osób starszych jest jednak wielolekowość. Z danych NFZ wynika, że aż jedna trzecia Polaków po 65. roku życia przyjmuje codziennie co najmniej pięć leków, co dramatycznie zwiększa ryzyko groźnych interakcji i powikłań. To problem, który narasta po cichu, a jego skutki bywają tragiczne.

Podczas kongresu wskazywano, że klucz do rozwiązania może leżeć w aptece, bo to właśnie ona jest dla wielu seniorów najłatwiej dostępnym punktem kontaktu z systemem ochrony zdrowia. Rozwój usług takich, jak przeglądy lekowe czy edukacja pacjentów, mógłby realnie poprawić bezpieczeństwo terapii.

Reklama

Eksperci przypominali zarazem, że ogromna część odpowiedzialności za zdrową starość spoczywa na nas samych. Jak zauważył prof. Michał Rabijewski:

w granicach 80, 90 procent tego, ile będziemy żyli i w jakim zdrowiu, tak naprawdę zależy od nas samych, od ruchu, diety i codziennych nawyków.

Wniosek z kongresu jest więc jasny: bez lepszej koordynacji, silniejszej profilaktyki i współpracy między zawodami medycznymi, system zamiast planowego działania skaże się na wieczne gaszenie pożarów.

Reklama

Rodzi się coraz mniej dzieci. Gorzej tylko w kilku krajach świata

Źródłem starzenia się Polski jest zapaść dzietności, która sięgnęła historycznego dna. W 2024 roku współczynnik dzietności spadł do 1,10, podczas gdy do pełnej zastępowalności pokoleń potrzeba około 2,1.

W praktyce oznacza to, że rodzi się dramatycznie mało dzieci: w 2024 roku narodziło się tylko około 252 tysięcy nowych Polaków. To jeden z najgorszych wyników w historii. Co więcej, był to już trzynasty rok z rzędu, gdy w Polsce zmarło więcej osób, niż się urodziło.

Konsekwencje już wkrótce odczujemy na rynku pracy

Dane Biura Informacji o Populacji wskazują, że tylko osiem krajów na całym świecie w 2024 roku miało niższą dzietność niż Polska, a były to Korea Południowa (0,7), Singapur, Tajlandia i ogarnieta wojną Ukraina. Wyprzedza nas pod tym względem nawet Japonia (1,2), od dekady uznawana za symbol niżu demograficznego, a także Niemcy i Wielka Brytania (1,4) oraz Francja (1,6).

Reklama

Przykład Węgier wykazał, że polityka prorodzinna potrafi zmienić ten trend. Budapeszt przeznaczający na ten cel około 5 procent PKB, podniósł dzietność z 1,35 do ponad 1,6. Z badania i wyliczeń GUS wynika, że ​​przy utrzymaniu dzisiejszego poziomu dzietności w Polsce liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie do 2060 roku do około 14 milionów, podczas gdy dziś pracuje ponad 15 milionów mieszkańców kraju.

Zkolei sama populacja kraju może skurczyć się z 37,3 miliona do nawet 28,4 mln. osób. Coraz większa grupa ludzi nie aktywnych zawodowo czyli emerytów i rencistów, będzie miała dostęp do coraz większej liczby świadczeń z kasy państwa. I to jest prawdziwy ładunek demograficznej bomby, którą można wywołać. Chyba, że sytuację uratują np. emigranci z Ukrainy.

Reklama

Źródło: PAP / checkPRESS Aktualizacja: 08/06/2026 19:09
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości