Bułgarzy po raz kolejny idą do urn, próbując zakończyć polityczny impas, który trwa od 2021 roku. Niedzielne głosowanie będzie już ósmym w ciągu pięciu lat. To wyjątkowa sytuacja w Unii Europejskiej, pokazująca skalę niestabilności politycznej w kraju. Kolejne rządy nie były w stanie utrzymać się do końca kadencji, a wyborcy coraz częściej tracą zaufanie do instytucji państwa.
Do obecnych wyborów doprowadziła dymisja rządu Rosena Żelazkowa, który ustąpił po fali protestów społecznych. Demonstracje wybuchły pod koniec 2025 roku i były reakcją na projekt budżetu przewidujący podwyżki składek oraz wysokie premie dla urzędników.
Protestujący wskazywali również na korupcję i upolitycznienie państwa. To właśnie kwestie ekonomiczne i brak przejrzystości stały się głównym paliwem dla społecznego niezadowolenia.
Kluczową postacią tych wyborów jest były prezydent Rumena Radewa, który zrezygnował z urzędu na rok przed końcem kadencji, by wrócić do aktywnej polityki. Jego decyzja była odpowiedzią na brak możliwości utworzenia rządu przez inne ugrupowania. W momencie odejścia cieszył się znacznym poparciem społecznym, sięgającym 44 proc.
Obecnie koalicja Postępowa Bułgaria, z którą Radew jest kojarzony, prowadzi w sondażach z wynikiem przekraczającym 30 proc. Na kolejnych miejscach znajdują się partia GERB byłego premiera Bojka Borisowa oraz prozachodnia formacja Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria. Układ sił wskazuje jednak, że żadna partia nie będzie w stanie rządzić samodzielnie.
Eksperci przewidują, że nowy parlament będzie bardzo rozdrobniony. Do Zgromadzenia Narodowego może wejść nawet siedem ugrupowań. Oznacza to konieczność tworzenia koalicji, a to z kolei zwiększa znaczenie mniejszych partii. To właśnie one mogą zdecydować o kierunku polityki zagranicznej Bułgarii.
Rumen Radew już wykluczył współpracę z GERB oraz ugrupowaniem DPS-Nowy Początek. W kampanii unikał jednoznacznych deklaracji, ale jego wcześniejsze wypowiedzi wskazują na bardziej sceptyczne podejście do Unii Europejskiej i chęć normalizacji relacji z Rosją. To budzi obawy części wyborców i partnerów zagranicznych.
W kampanii dominowały tematy związane z codziennym życiem obywateli. Najczęściej powtarzanym hasłem była walka z korupcją, ale równie ważne okazały się kwestie ekonomiczne. Jak zauważył analityk Swetosław Malinow z Centrum Studiów nad Demokracją w Sofii:
„dla bułgarskich wyborców największymi zmartwieniami są konsekwencje przystąpienia do strefy euro oraz rosnące ceny i rachunki”.
Głosowanie potrwa od rana do wieczora, a wyniki mają być znane jeszcze tej samej nocy lub w poniedziałek. Dla Bułgarii to nie tylko kolejne wybory, ale próba wyjścia z politycznego kryzysu, który trwa już od kilku lat.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze