To, co zaczęło się od sporu o ceny obiadu, przerodziło się w otwarty konflikt z udziałem policji, ubezpieczyciela i oskarżeń o polityczne manipulowanie protestem. Władze Uniwersytetu Warszawskiego ogłosiły, że każdy przypadek łamania prawa podczas demonstracji przeciwko nowemu punktowi gastronomicznemu w Bibliotece Uniwersyteckiej będzie zgłaszany organom ścigania. Na celowniku znaleźli się członkowie OZZ Inicjatywa Pracownicza, którym uczelnia zarzuca wandalizm, agresję wobec pracowników lokalu i naruszanie miru domowego.
Związkowcy ripostują, że walczą o coś znacznie ważniejszego niż cennik dań.
Uczelnia nie ograniczyła się do słownych deklaracji. Zabezpieczone nagrania z kamer monitoringu trafiły już do śledczych, którzy mają je wykorzystać do identyfikacji uczestników zdarzeń. Uniwersytet szacuje też straty materialne i zgłosił sprawę ubezpieczycielowi — ten po ustaleniu sprawców będzie mógł dochodzić roszczeń regresowych
„Działania obejmujące zastraszanie innych osób, bezpodstawny hejt — także w internecie — zakłócanie funkcjonowania lokalu, wtargnięcie na jego teren i jego okupację, a także akty wandalizmu, w tym niszczenie mienia uniwersyteckiego i miejskiego, zwłaszcza zabytków objętych ochroną konserwatorską, są nieakceptowalne" — napisano w oficjalnym stanowisku uczelni.
Reklama
Władze UW poinformowały również, że jedna z osób zatrudnionych w punkcie gastronomicznym wymagała hospitalizacji w związku z wydarzeniami podczas protestu. Były rzecznik policji i pracownik UW dr Mariusz Sokołowski nie pozostawia wątpliwości co do prawnej oceny sytuacji.
„Jeśli dochodzi do niszczenia mienia, a niewątpliwie jest nim malowanie różnych haseł na ścianach budynków, naklejanie na nich trudnych do usunięcia materiałów, niszczenie wyposażenia lokalu czy budynku uczelni, jeśli mamy do czynienia ze słownymi atakami wobec pracowników gastronomii — to każdy taki czyn daje podstawę do żądania ścigania przez policję" — powiedział PAP.
Reklama
Serce konfliktu tkwi w pytaniu, czym tak naprawdę jest nowy lokal i dla kogo jest dostępny. Rzeczniczka UW dr Anna Modzelewska podkreśla, że BUWBAR oferuje system zniżek dla studentów, dania lunchowe od 19 zł i zupę za 6 zł. Przypomina też, że 300 metrów dalej działa dofinansowywana przez uczelnię stołówka z obiadem abonamentowym za 17 zł.
„Uniwersytet nie ma dofinansowania z ministerstwa na prowadzenie działalności gastronomicznej. I tak jesteśmy jedną z niewielu uczelni w Polsce — z tego, co wiemy, jedną z dwóch polskich uczelni — która dopłaca do stołówki ze swoich środków" — zaznaczyła.
Reklama
Gabriela Wilczyńska z Warszawskiego Koła Młodych OZZ Inicjatywa Pracownicza patrzy na to inaczej.
„Tak, jest zupa za 6 zł i jest ten lunchowy zestaw za te 20 zł. Tylko że to są wyjątki" — powiedziała PAP.
Dodała, że w menu pojawiają się też pozycje w cenach 40 i 50 zł, a porcje są nieproporcjonalne do ceny. Zwróciła uwagę, że ceny w lokalu zmieniały się już po otwarciu — jej zdaniem właśnie pod wpływem studenckiej krytyki.
Spór o lokal coraz wyraźniej nabiera politycznego wymiaru. Uczelnia wprost sugeruje, że protest jest instrumentalizowany przez środowiska partyjne. Dr Sokołowski nie kryje swojej oceny:
„Zbieżność dat protestu z datami wypowiedzi polityków partii Razem, te same postulaty wygłaszane w tym samym czasie i w tych samych miejscach wydają się nieprzypadkowe. Jeśli rzeczywiście protest ma podłoże polityczne, a uniwersytet jest narzędziem do tego, to mamy do czynienia z brakiem odpowiedzialności i wykorzystaniem młodych ludzi. Przykre to bardzo" — ocenił.
Wilczyńska z kolei rozszerza perspektywę poza mury BUW. Wskazuje, że podobne protesty toczą się na uczelniach w Szczecinie, Gdańsku, Krakowie i Łodzi, a problem dostępności tanich posiłków to element szerszego kryzysu — obejmującego też akademiki, stypendia i bezpłatne praktyki. Żąda wypowiedzenia umowy z obecnym operatorem lokalu i powołania prawdziwej publicznej stołówki akademickiej.
„Trudno jest mówić o dogadywaniu się, gdy nie ma żadnych otwartych konsultacji" — podsumowała. Na razie obie strony okopały się na swoich pozycjach, a kolejne kroki należą do policji i prokuratury.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze