Reklama

Protesty w Londynie. Tarczyński przemawiał przez wideo, Robinson wzywał do bitwy o Anglię


Dziesiątki tysięcy ludzi wyszły w sobotę na ulice Londynu – jedni pod flagami palestyńskimi, drudzy z angielskimi krzyżami świętego Jerzego. Dwa wiece, pół kilometra odległości i 31 zatrzymanych przez policję – tak wyglądał jeden z najbardziej napiętych dni w stolicy Wielkiej Brytanii od miesięcy.


Londyn rzadko goszczuje dwie tak różne demonstracje w tym samym czasie i w tej samej okolicy. W sobotę zrobił to z rozmachem – i z czterema tysiącami policjantów na ulicach.

Tommy Robinson na Parliament Square: „Jesteście gotowi na bitwę o Anglię?"

Wiec pod hasłem „Zjednoczyć królestwo" zorganizował skrajnie prawicowy aktywista Tommy Robinson, działający pod tym pseudonimem, choć jego prawdziwe nazwisko brzmi Stephen Yaxley-Lennon. Na Parliament Square w centrum Londynu zgromadziły się tysiące jego zwolenników – z flagami Anglii i Wielkiej Brytanii, z chrześcijańskimi symbolami, z transparentami nawołującymi do odbudowy tożsamości narodowej. Robinson od dawna potrafi zmobilizować tłum, a sobotni wiec był kolejnym dowodem na to, że jego polityczne ambicje dalece wykraczają poza uliczne demonstracje.

Reklama
„Jesteście gotowi na bitwę o Anglię? W 2029 r. mamy wybory parlamentarne. Nie prosimy nikogo, żeby szedł do walki, ale to najważniejszy moment dla naszego pokolenia."— Tommy Robinson, skrajnie prawicowy aktywista, podczas wiecu na Parliament Square w Londynie

Bezpieczeństwo sobotnich manifestacji zabezpieczało cztery tysiące funkcjonariuszy Metropolitan Police, a organizatorzy i władze wyznaczyli obu marszom osobne trasy, by uniknąć bezpośredniego starcia uczestników. Policja zatrzymała łącznie 31 osób, podkreślając jednak, że choć liczba ta może wydawać się wysoka, oba protesty przebiegły w zasadzie bez poważniejszych incydentów.

Tarczyński przez ekran: „Nadejdzie dzień, kiedy wrócę"

Podczas prawicowego wiecu na ustawionym za sceną telebimie pojawił się – za pośrednictwem łącza wideo – europoseł PiS Dominik Tarczyński. Kilka dni wcześniej publicznie poinformował, że brytyjskie władze odmówiły mu wjazdu do kraju. Zamiast rezygnować, wybrał ekran.

Reklama
„Premier Keir Starmer mógł mnie zbanować, ale ciebie nie usunie. Uwierz mi, nadejdzie dzień, kiedy wrócę. Nigdy cię nie opuszczę, będę ci pomagać."— Dominik Tarczyński, europoseł PiS, przemawiając przez wideo do Tommy'ego Robinsona

Słowa Tarczyńskiego padły przed tłumem zwolenników Robinsona i natychmiast obiegły brytyjskie media. Według dziennika „The Guardian", który relacjonował wiec, wystąpienie polskiego europosła było jednym z najbardziej komentowanych momentów całej demonstracji. 

Tarczyński od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję w zachodnich kręgach konserwatywnych – występuje w prawicowych mediach i na wiecach politycznych zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Wielkiej Brytanii.

Decyzja o odmowie wjazdu do kraju wywołała reakcję na poziomie europejskim: szefowie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, europosłowie Patryk Jaki z PiS i Nicola Procaccini z Fratelli d'Italia, wystosowali do premiera Keira Starmera oficjalny list z żądaniem wyjaśnień.

Reklama

Dzień Nakby na Waterloo Place: Corbyn i palestyńskie flagi pół kilometra dalej

Zaledwie pięćset metrów od wiecu Robinsona, na Waterloo Place, trwała zupełnie inna demonstracja. Propalestyński marsz zgromadził dziesiątki tysięcy uczestników niosących palestyńskie flagi i transparenty z hasłem „Wolna Palestyna". Manifestacja nie była przypadkowa w swoim terminie – odbyła się w Dzień Nakby, czyli rocznicę masowego wysiedlenia Palestyńczyków podczas wojny towarzyszącej powstaniu państwa Izrael w latach 1948–1949. Słowo „nakba" w arabskim dialekcie palestyńskim oznacza katastrofę. Dla Izraela ten sam dzień jest świętem niepodległości.

Reklama

Na scenie przemawiali aktywiści i politycy, w tym były lider Partii Pracy Jeremy Corbyn, który od lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów propalestyn­skich w brytyjskiej polityce. Mówcy domagali się od rządu Wielkiej Brytanii zerwania współpracy z Izraelem i potępienia działań, które określali jako naruszenia praw człowieka wobec Palestyńczyków.

Cztery tysiące policjantów i miasto z dwoma twarzami

Londyn nieraz był areną politycznych napięć, ale sobotni dzień należał do wyjątkowych. Dwie demonstracje, dwa całkowicie odmienne obrazy świata, dziesiątki tysięcy uczestników – i policja starająca się utrzymać między nimi wystarczającą odległość, by nie doszło do konfrontacji.

Reklama

Wyznaczone osobne trasy przemarszów okazały się decyzją słuszną: mimo że łączna liczba zatrzymanych wyniosła 31 osób, Metropolitan Police oceniła przebieg obu protestów jako kontrolowany.

Źródło: WP / checkPRESS Aktualizacja: 17/05/2026 08:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo checkPRESS.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości