Gdy większość instytucji finansowych wstrzymywała oddech i czekała na rozwój sytuacji militarnej, Bank Gospodarstwa Krajowego otwierał przedstawicielstwo w Kijowie. To symboliczny, ale i bardzo praktyczny gest — polski bank rozwoju od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję na ukraińskim rynku, a teraz robi kolejny, znaczący krok. Policzyliśmy, ile Polska może zarobić na odbudowie Ukrainy po wojnie z Rosją. Kwoty są astronomiczne.
Dzięki umowie gwarancyjnej z Komisją Europejską opiewającej na 175 mln euro BGK zyskuje narzędzia, które pozwolą mu wesprzeć nie tylko polskich przedsiębiorców zaangażowanych w odbudowę, ale też ukraińskie samorządy — struktury, które dotąd były praktycznie odcięte od finansowania zewnętrznego.
To zmiana, która może mieć daleko idące konsekwencje dla lokalnej odbudowy Ukrainy. Prezes BGK Mirosław Czekaj wyjaśnia wprost, że ukraińskie samorządy, szczególnie te niższego szczebla, przez lata były pozbawione możliwości zaciągania kredytów — zarówno z powodu systemowych ograniczeń prawnych, zmienionych dopiero w ubiegłym roku, jak i ze względu na niską zdolność kredytową w warunkach trwającej wojny.
Teraz ma się to zmienić. BGK nie będzie udzielał kredytów bezpośrednio — tę rolę przejmą banki komercyjne działające na Ukrainie. Bank będzie natomiast operatorem unijnych gwarancji, które obejmą te kredyty i istotnie zmniejszą ryzyko ponoszone przez kredytodawców.
Do tego dochodzi pomoc techniczna — BGK wesprze ukraińskie samorządy już na etapie przygotowania projektów. Jak zapowiedział Czekaj:
„Program pomocy technicznej, którego implementacja rozpocznie się w ciągu nadchodzących kilku tygodni będzie szansą na realne wykorzystanie doświadczeń polskich samorządów oraz firm z sektora komunalnego w Ukrainie".
Reklama
Bank liczy jednocześnie, że otwarcie tych projektów przełoży się na konkretne zlecenia dla polskich firm — większą liczbę wygranych przetargów przez wykonawców zainteresowanych rynkiem ukraińskim.
Czekaj podkreśla, że zaangażowanie BGK w Ukrainie nie wzięło się znikąd i nie jest odpowiedzią na chwilową koniunkturę.
„Najpierw przygotowaliśmy system wsparcia dla ukraińskich banków — w pierwszej kolejności Kredobanku, należącego do Grupy PKO Banku Polskiego, a potem największego ukraińskiego banku PrivatBank" — przypomina szef banku.
Reklama
Gwarancje udzielane tym instytucjom miały umożliwić bezpieczne kredytowanie małych i średnich firm działających w rejonach przyfrontowych, przy jednoczesnym utrzymaniu akceptowalnego poziomu oprocentowania. Otwarcie kijowskiego przedstawicielstwa w lutym 2025 roku — w momencie, gdy sytuacja militarna Ukrainy wyglądała gorzej niż dziś — Czekaj ocenia jako gest, który strona ukraińska wyraźnie doceniła:
„Mamy więc przyczółek, który będzie podstawą do rozwijania dwustronnych kontaktów gospodarczych i budowania relacji biznesowych z ukraińskimi partnerami przez polskich przedsiębiorców".
Reklama
Polska instytucja znalazła się w wyjątkowym towarzystwie. BGK uzyskał specjalny status w Ukrainie na mocy umowy między rządami obu krajów — i jest jednym z zaledwie czterech krajowych banków rozwoju dopuszczonych do działania na ukraińskim rynku. Podczas ubiegłorocznej konferencji Ukraine Recovery w Rzymie bank podpisał list intencyjny dotyczący przystąpienia do Europejskiego Funduszu Flagowego na rzecz Odbudowy Ukrainy — obok instytucji z Niemiec, Francji, Włoch oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
Kapitał katalityczny uruchamiany przez te instytucje ma przyciągnąć do Funduszu dodatkowe środki prywatne — początkowo 500 mln euro, z perspektywą dalszego zwiększania zaangażowania. Równolegle pięć największych europejskich banków rozwoju, w tym BGK, prowadzi program stażowy dla młodej kadry ukraińskiej z instytucji finansowych i administracji publicznej. Czekaj nie kryje, że to inwestycja w relacje na przyszłość — zwłaszcza w kontekście nieuchronnie zbliżającego się członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze