Koalicja, która obiecywała związki partnerskie, dała rozporządzenie. Mniejsze, tańsze politycznie – ale z rentą wdowią w środku. Na szczęście dla par jednopłciowych nawet ta połowiczna decyzja otwiera dostęp do świadczeń, które do tej pory były wyłączną domeną małżeństw heteroseksualnych. W ten sposób Polska powoli dołącza do grona cywilizowanych krajów Europy.
Rząd otworzył drzwi, których przez lata nikt nie chciał ruszyć. Rozporządzenie, które umożliwia transkrypcję zagranicznych aktów małżeństwa par jednopłciowych do polskich ksiąg stanu cywilnego to nie tylko symboliczny gest – to konkretna zmiana, która przekłada się na realne świadczenia i pieniądze. Szczegóły ogłosili właśnie na konferencji posłanka Anna Maria Żukowska z Nowej Lewicy oraz wiceminister Sebastian Gajewski.
Sedno sprawy wyjaśniła szefowa klubu parlamentarnego NL. Według Żukowskiej po transkrypcji zagranicznego aktu małżeństwa pary jednopłciowej w polskim urzędzie stanu cywilnego dokument ten będzie miał dokładnie taką samą moc prawną jak akt małżeństwa zawartego przed polskim USC. Żadnych wyjątków, żadnych gwiazdek.
Wszędzie, gdzie dana instytucja wymaga przedłużenia aktu małżeństwa, żeby uzyskać jakieś prawa socjalne, na przykład zasiłki rodzinne czy prawo do renty wdowiej, będą honorowane, bo to będzie taki sam akt małżeństwa, jak ten, który funkcjonuje obecnie – podkreśliła posłanka.
Mówiąc wprost: para, która wzięła ślub za granicą i dokona transkrypcji w Polsce, staje się w oczach polskiego prawa małżeństwem – ze wszystkimi konsekwencjami tego słowa.
Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Sebastian Gajewski doprecyzował, jakie świadczenia wchodzą w grę. Osoba, której zagraniczny akt małżeństwa zostanie uznany przez polski urząd stanu cywilnego, zyskuje dostęp do szeregu wypłat realizowanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Na liście znalazł się między innymi zasiłek opiekuńczy przysługujący w sytuacji, gdy konieczna jest opieka nad chorym małżonkiem – świadczenie, które dla wielu par jednopłciowych było do tej pory niedostępne wyłącznie z powodu braku prawnego uznania ich związku w Polsce.
Rozporządzenie nie jest ustawą o związkach partnerskich – i rząd tego nie ukrywa. To węższe narzędzie, które jednak wywołuje szeroki skutek. Transkrypcja aktu to procedura administracyjna, nie legislacyjna rewolucja, ale jej efektem jest wejście do systemu świadczeń społecznych przez drzwi, które dotąd były zamknięte.
Renta wdowia, zasiłki rodzinne, zasiłek opiekuńczy – to nie są abstrakcyjne pojęcia prawne, to pieniądze, które w konkretnych sytuacjach życiowych decydują o tym, czy ktoś da sobie radę czy nie. Dla par, które latami funkcjonowały w Polsce bez żadnego prawnego oparcia, to zmiana odczuwalna nie w sądzie, lecz w portfelu i codziennym życiu.
Choć konferencja z udziałem Żukowskiej i Gajewskiego zarysowała szczegóły nowych przepisów, to minister Marcin Kierwiński w rozmowie z Polsat News potwierdził, że projekt rozporządzenia jest już na finałowej prostej.
Projekt rozporządzenia dotyczącego transkrypcji małżeństw jednopłciowych jest w ostatniej fazie prac i będzie podpisane w najbliższych dniach
– powiedział minister, podkreślając, że poprzedził go sprawny dialog między resortami. Jego efektem ma być – jak zaznaczył Kierwiński – wypracowanie rozwiązań umożliwiających w przyszłości równe traktowanie wszystkich małżeństw, niezależnie od płci.
Minister dodał, że wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz polskich sądów będą przestrzegane. Kropkę nad i postawił Donald Tusk, który – według słów Kierwińskiego – jasno przesądził, że transkrypcje będą dokonywane, bo tak stanowi prawo. Koalicja mówi więc jednym głosem. Pytanie, czy rozporządzenie, które za chwilę wejdzie w życie, będzie dla par jednopłciowych wystarczające – czy tylko kolejnym krokiem w długiej drodze po równe prawa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze