Karol Nawrocki, tak jak oczekiwali tego przedstawiciele kościoła katolickiego, zawetował przepisy o uproszczonych rozwodach. Dla zwolenników tej decyzji to sygnał, że państwo staje po stronie rodziny. Dla prof. Joanny Dominowskiej – adwokatki i profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, specjalistki prawa rodzinnego – to przede wszystkim sygnał, że kolejne tysiące ludzi będą czekać w kolejce do sądu na rozstanie, którego i tak już nie cofną.
– Weto nie zmniejszy liczby rozwodów. Wydłuży jedynie agonię martwych związków – oceniła w rozmowie z PAP.
Dominowska obala tezę, że wetowana nowelizacja otwierała drogę do pochopnych rozstań. Uproszczona procedura miała obejmować wyłącznie bezdzietne małżeństwa, które zgodnie chcą zakończyć związek – i wymagała dwukrotnego stawienia się w urzędzie stanu cywilnego.
– Ta procedura wcale nie była lekka czy błaha. Małżonkowie mieli dwa razy stawić się w USC – najpierw złożyć oświadczenie o woli rozwodu, a potem po miesiącu je potwierdzić – wyjaśniła prawniczka.
Reklama
Dziś na pierwszą rozprawę rozwodową w Warszawie czeka się nawet rok. Ten czas – wbrew argumentom obrońców weta – nie służy refleksji ani pojednaniu.
– Po prostu żyją osobno i coraz bardziej się frustrują. Dzwonią do kancelarii i pytają tylko: „kiedy będzie termin?" – mówiła Dominowska.
Adwokatka wskazuje, że długie postępowania to nie tylko kwestia czasu, lecz generują realne problemy prawne i finansowe. Jako przykład podaje sytuację kobiety, która po faktycznym rozstaniu zachodzi w ciążę z nowym partnerem, ale formalnie wciąż pozostaje mężatką.
W takim przypadku automatycznie działa domniemanie ojcostwa męża – i pojawia się konieczność kolejnego procesu sądowego.
– Do tego dochodzą kwestie majątkowe. Małżonkowie żyją osobno, ale nadal obowiązuje wspólność majątkowa. Jeśli nie ma zgody co do rozdzielności, pojawia się następny proces – podkreśliła.
Dominowska odrzuca też argument, że sprawy rozwodowe nie powinny trafiać do urzędnika USC.
– Skoro ten sam urzędnik może przyjąć oświadczenie o zawarciu małżeństwa, to dlaczego nie miałby przyjąć zgodnego oświadczenia o jego zakończeniu? To przede wszystkim kwestia techniczna i organizacyjna. Takie sprawy mógłby prowadzić również referendarz sądowy albo notariusz – oceniła.
Reklama
Najdłuższe i najboleśniejsze postępowania to nie te o winę – to spory o dzieci. Alimenty, kontakty, opieka naprzemienna.
– Coraz więcej ojców walczy o realny udział w wychowaniu dzieci i bardzo często są to fantastyczni ojcowie. Problem polega na tym, że praktyka sądowa nie nadąża za zjawiskiem alienacji rodzicielskiej – powiedziała Dominowska.
Przy małych dzieciach nawet rok bez kontaktu z jednym z rodziców może prowadzić do trwałego zerwania więzi, a postępowania w takich sprawach ciągną się miesiącami. Zmieniają się też społeczne powody, dla których ludzie w ogóle decydują się odejść.
Coraz rzadziej ekonomia lub religia trzymają małżeństwa przy sobie. – W dużych miastach ludzi po prostu stać na rozwód. Stać ich na adwokata, nowe mieszkanie i nowe życie. Kobiety nie boją się już tak bardzo samotności ekonomicznej – wskazała prawniczka. Do tego dochodzą różnice, których nie dało się przewidzieć w młodości.
– To, że ktoś był świetnym partnerem w liceum, bo słuchał tej samej muzyki i obracał się w tym samym towarzystwie, nie oznacza jeszcze, że będzie dobrym partnerem w dorosłym życiu. Ludzie czasem po prostu wyrastają z siebie – podsumowała Dominowska.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze