Kiedy w debacie publicznej pojawia się wątek polskiej energetyki jądrowej, jednym z najczęstszych zarzutów jest brak własnego doświadczenia. Jeremy Stain, dyrektor ds. energii jądrowej w międzynarodowej firmie doradczej Arup, odwraca tę perspektywę. – Dobrze jest też nie być pierwszym, ponieważ bycie pierwszym jest drogie i trudne, co widać było przy budowie pierwszych reaktorów EPR w Wielkiej Brytanii, Francji czy Finlandii – powiedział PAP.
We wszystkich tych krajach inwestycje pochłonęły wielokrotnie więcej pieniędzy i czasu niż zakładały pierwotne plany. Polska wchodzi w projekt z otwartymi oczami i gotową listą błędów, których nie trzeba już popełniać.
Stain zwraca uwagę na coś, o czym rzadko mówi się w kontekście polskiego projektu jądrowego – na kapitał zaufania społecznego. Według danych Ministerstwa Energii energetykę jądrową popiera już ponad 90 procent Polaków. Dla eksperta to jeden z kluczowych atutów całego przedsięwzięcia.
– To jest kluczowe. W Wielkiej Brytanii budowanie tego zaufania zajęło nam wiele lat – przyznał.
Stain podkreśla też, że twierdzenie o zerowym polskim doświadczeniu w energetyce jądrowej jest niesprawiedliwe – w kraju działają firmy, które uczestniczyły w projektach atomowych za granicą i dysponują realnym know-how.
Pierwszy beton jądrowy przy budowie elektrowni w Choczewie planowany jest na 2028 rok, a uruchomienie pierwszego bloku z reaktorem AP1000 koncernu Westinghouse – na 2036. Wykonawcą będzie konsorcjum Westinghouse–Bechtel.
Równolegle z wielką elektrownią w Choczewie w Polsce dojrzewają plany dotyczące małych reaktorów modułowych, znanych jako SMR. Stain tłumaczy, że sama technologia nie jest eksperymentem – opiera się na zasadach działania reaktorów wodnych, które przemysł jądrowy stosuje od dekad.
Nowością są metody produkcji i montażu, które mają radykalnie skrócić harmonogramy i ograniczyć ryzyko przekroczenia budżetów.
– Nie ma powodu, by twierdzić, że to nie zadziała. Oczywiście każdy pionierski projekt wiąże się z ryzykiem, ale branża jądrowa na całym świecie świetnie uczy się na doświadczeniach. Jest realne, aby te projekty wnosiły wkład do systemów energetycznych w połowie lat 30. – ocenił ekspert.
Reklama
To oznacza, że Polska może mieć pracujące reaktory SMR już około 2035 roku – niemal równocześnie z uruchomieniem pierwszego bloku w Choczewie.
Ambicje w obszarze małych reaktorów modułowych mają w Polsce co najmniej dwa duże podmioty. Orlen Synthos Green Energy – spółka należąca do Orlenu i chemicznej grupy Synthos – planuje budowę kilkunastu reaktorów w technologii BWRX-300 opracowanej przez GE Hitachi.
W 2025 roku do gry weszły też Enea i Świętokrzyska Grupa Przemysłowa Industria, które zawarły porozumienie o współpracy przy budowie reaktorów w technologii Rolls-Royce'a. Polska staje się tym samym jednym z najbardziej aktywnych rynków SMR w Europie – z kilkoma konkurującymi technologiami i solidnym zapleczem społecznym, które – jak podkreśla Stain – w innych krajach trzeba było latami budować od zera.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze